ODSŁONY:  

Społeczność

Agata Pietras.

Społeczność terapeutyczna i nasze życie

Po wyjaśnieniu słowa terapia, łatwiej jest wyjaśnić, czym dla nas jest społeczność terapeutyczna. Kiedy przekroczyłam bramę ośrodka, nie miałam pojęcia jak pomagać. Studia na nic się zdały, gdy w eleganckich pantofelkach przekroczyłam bramę ośrodka położonego w głębokim lesie, z dala od wszelkiej cywilizacji, bez samochodu, bez pieniędzy, bez przygotowania. W moim sercu było tylko jedno przesłanie „daj siebie innym”. Idea mojego ówczesnego zmarłego idola Marka Kotańskiego. Nie dane mi było go poznać, ale bliskie i fascynujące dla mnie było to, co robił. Społeczność terapeutyczna, którą Marek założył w ośrodkach leczenia uzależnień od narkotyków Monar, nijak pasowała do średnio pięćdziesięcioletnich wyniszczonych alkoholem i ulica panów, bezdomnych, z uliczno-więziennymi nawykami.

Społeczność terapeutyczna wymaga mówienia wprost, o sobie i do kogoś. Przełamanie schematu „nie będę sypał” wydawało się nie możliwe w gronie ludzi nauczonych kryć siebie i innych przed wymiarem sprawiedliwości. Terapia bezdomnych? Po co? – usłyszałam kiedyś. Bezdomnemu daj dom i pracę. Modne stało się wysyłanie na kursy zawodowe. Ja wiem jedno, że człowiek z uporządkowanym wnętrzem, rozliczoną przeszłością, wolny od destrukcyjnych mechanizmów i nawyków, z przepracowanym charakterem, zorganizuje swoje życie sam. Po prostu gdzieś musi usłyszeć: jesteś potrzebny, umiesz, kocham cię.

Zajęło kilka lat zanim społeczność zrozumiała, że uczciwość i odwaga, to podstawa leczenia. Odważne skonfrontowanie się ze sobą, to odebranie sobie komfortu picia i przyjęcie „nowego” stanu jaki prowadzi do uwolnienia. Społeczność, to czasem matka, czasem ojciec, czasem egzekutor, wychowawca lustro…. dla kogoś, kto ma problem.

Pokazujemy sobie trudne rzeczy. Na spotkaniach bywa burzliwie. Ważne żebyś uwierzył, że nikt nie chce cię zniszczyć. Zaufał, że być może to, co widzą… hmm… jest w tym coś z prawdy.

W informacji zwrotnej jest prawda nie tylko o kimś, ale i o tobie. To wszystko działa. Jest procesem, który trwa. Często mówię, że jedziemy na jednym wózku. Tak, ja też siedzę na tym wózku. Też pracuję nad sobą.

Okazało się, że w 2006 roku staliśmy się jedyną placówką dla osób bezdomnych funkcjonującą jako wspólnota na zasadach społeczności terapeutycznej. Jesteśmy nowatorscy. Cały czas ewoluujemy. Dojrzewamy, a wraz z nami dojrzewa społeczność.

Mówią o sobie...

Słowem wstępu: obraz, którego nie trzeba komentować...

 

Ludzkie serce

Gdy zima pokazała swoje oblicze a przedmiot użytkowy swoją niezależność....