ODSŁONY:  

Nie czekając na oklaski

Antidotum.

No i się doczekaliśmy.

Nasz teatr „Domni” trafia wreszcie pod strzechy. Po przed premierze i prapremierze, które odbyły się w naszej placówce, nadeszła pora na premierę publiczną.

Jak to zwykle w szkołach, masowe imprezy odbywają się w sali gimnastycznej, a co za tym idzie, warunki nieco polowe. No, ale gwiazdami Hollywood jak na razie nie jesteśmy i na jako takie się nie kreujemy, tak więc jak się mówi „daliśmy radę na luzie”.

Gdy usłyszeliśmy o zaproszeniu, aby przedstawić scenkę profilaktyczną w szkole, początkowo myśleliśmy, że publicznością będzie młodzież gimnazjalna, do której przede wszystkim kierowane jest nasze przesłanie. Niestety (a może stety?), okazało się co innego i aż powiało powagą – publicznością mieli być dorośli – rodzice uczniów, grono pedagogiczne szkoły podstawowej i gimnazjum w Zakroczymiu, a także przedstawiciele jednostek samorządowych gminy.

DSC 0966 

Chwila prób głosu, ruchów otworem gębowym oraz innymi kończynami by pobudzić krążenie no i publiczność zaczęła się zbierać. „Wygłupy” na ćwiczenia dykcji i emisji głosu trzeba było zakończyć i skupić się na samym spektaklu.

Jeszcze ostatnie ustalenia, co kto gdzie kiedy i jak, no i nasza pani prezes Agata zagaiła do publiczności gwoli wyjaśnień kim my zacz i po co. Parę słów więcej dodała nasza animatorka Inga – no i zaczęło się.

 FB 20141022 08 54 08 Saved Picture  DSC 0979
  1 domni

Jak przebiegł sam spektakl – to mogą ocenić jedynie widzowie. Nam, uczestnikom, ani wypada ani śmiałości, by wyrażać swe zdanie. Starczy rzec, że każda ze scen nagradzana była brawami, a finał mało co doczekałby się owacji na stojąco. Aż (przynajmniej mnie) się głupio zrobiło.

Jednym słowem – ekstra.

Publiczność z pierwszych rzędów nie omieszkała wyrazić swoich słów aprobaty i to zarówno pod względem aktorstwa jak i przesłania. Prawie ad bloc stwierdzono, że myśl, by przedstawienie to kierować do młodzieży jest jak najbardziej słuszna.

Po spektaklu i zwinięciu scenografii, zostaliśmy zaproszeni na skromny poczęstunek i krótkie przedyskutowanie odbioru naszej sztuki, ale i także naszych życiowych perypetii, dzięki którym właściwie ta scenka otrzymała taki a nie inny obraz.

Wrażenia zarówno widowni, jak i nasze, wykonawców były bardzo pozytywne. Mnie osobiście chwilę zajęło, by opadły emocje.

Ale czekamy na jeszcze! Wieść niesie, że czeka na nas Ursus a i w tejże samej szkole gościć będziemy ponownie, ale już dla uczniów.

Mamy nadzieję, że miast braw, pochylą się widzowie nad sobą lub swoimi bliskimi. Na scenie życia oklaski nie są potrzebne.

Mówią o sobie...

Słowem wstępu: obraz, którego nie trzeba komentować...

 

Ludzkie serce

Gdy zima pokazała swoje oblicze a przedmiot użytkowy swoją niezależność....