ODSŁONY:  

Zbiór Abstrakcja

Adam Hetke. Opublikowano w Poezja

Pod postacią zwiewną bladą, wytrzymałą na
cios nagły, z morderczym wzrokiem długo
skupionym, nie przemyślane prowadzi boje,
pozostaje jeden z tych co zwycięża, zajadle
broni swych kresów, gromadzi gniew by
truć, on nie przetrwa wiatru, narodzi się
ucisk i zmiażdży, niepokorny strąci bolesne
kata myśli.

 

W niedosycie spełnienia na skraju, odległe
miłości słodkie objęcie, twarz zakryta
grymasem odrzuconego, obojętnie patrzy
na czas wśród żywych, porwij go zaklęcie
przeklęte, zabierz w uniesienie poległe już
dawno, niech spadnie w bogactwie i chwale,
oddaj odbicie dumne w lustrze.

 

Pochyłe znaczenie bierze za głowę, znęca
się potokiem myśli złych, szukając ofiary
by zniszczyć, wytracić istnienie na siłę
idące, za dużo naraz i blisko obłędu, brak
sensu pełnia zawiła, ucieczka pod gniewne
spojrzenie, z łatwością oswaja niegodziwe
dzieła, wszystko by przez sekundę poczuć
otuchę.

 

W skupieniu stąpam wśród węży, oddala się
widmo zagubienia, oddaje mu pod władanie
los, zaczynając podróż nowych egzystencji,
na ślepo niemal po omacku, nie należę do
małej całości, grzmot fantazji oświetla
niemy świt, zabiorę ten popiół niby
wspomnień, na stracenie co wczoraj żyło,
pod płaszczem śmierci niech zniknie.

 

W szale niezrozumienia bywa smutno, biel
jest jak czerń głęboka, spala powoli chęć
walki o jutro, rysuje skazę na niewinności,
unicestwienie zżera szlachetne wybory, z
niby nadzieją oddaje krainie snu, chcąc
zaistnieć szuka ostoi, ze łzami rozpocznie
nowe godziny, przejdzie obojętnie obok
świata zawiści.

 

Próżnia wypełnia skołatane pomysły głupca,
zapędza w róg bez wyjścia, popchnięty do
skoku na głębie, układa przyszłość której
nie widzi, sprzedał serce w potrzebie
szacunku, zabiera skarby ukryte w
emocjach, pragnąc pokoju wojnę rozpocznie,
sprzymierzy się z zastępem podłym, wyruszy
na ślepo by być, być taki jak całość.

 

Zataczam krąg nad gniazdem nieprawym,
czekam chwili słabości mocarza, kiedy
zaśnie snem umęczony wtedy, wtedy
uderzę mocno i trafnie, zatopię ostrze w
nieświadomym, upuszczę nienawiść powoli
patrząc, wyrwę ze szponów jego wszystko,
nie pozwolę mu tańczyć nad słabym
istnieniem, wykrzyczę żal i gorycz wprost
z siebie, zakończę ten koszmar z rozkoszą.

 

Podarte wspomnienie zaszłości wraca,
dobiera się do słów potrzebnych, z mocą
potężną zasłania mi oczy, abym oślepł
stracił wole, nie podniósł z popiołu
nadziei, nie powstał mężnie i żył, kroczy
przede mną i ryczy, pogardy pełny dla
przeszłości, gotowy na bój krwawy, idę,
zabiorę oręż i ruszę na łowy, przedzierać
jest przez drapieżców miejsca, pewny
triumfu nie zawrócę.

 

Uderzając w oblicze słabe bez czucia, za
nic mając poraniony umysł, zawsze ważny
stan nie ducha, pociesza się mniejszego
smutkiem, rodzące wściekłość zamiary
wielkich, nie ostudzą szaleństwa i biegu,
wzmacniają upór dają energie, podeptać
tą marność i rzucić, uczynić porażką
ten zabójstw ogrom, wbić mocno sztylet w
szyderców, poddać się zewowi zemsty na
sobie.

 

Przez mokre ulice podąża, duma nad resztą
czasu swojego, nic nie rozumiejąc pada,
przez spojrzenie fałszywe na biel, nie
godzi się na inne niż jego, bo nie ma
innych niż te, które od początku śledzą i
są, po prostu już brak odwrotu, wołanie
za ciche nikt nie usłyszy, pędzi ku niemu
za szybko, bo to nie taki koniec historii,
czeka w niepokoju na gwałtowne odejście.

 

Opada z sił powoli na dół, nie czerpie
mocy z zachwytu, sennie połyka hausty
powietrza, kroki stawia po omacku bez
wiary, z lekkością pozwala na dzieła
niegodziwe, wyraz twarzy pełen jest
goryczy, woła do wodospadu łez, krzyczy w
mękach nad losem, pozostawi za sobą część
siebie, po kawałku ulotni się pamięć, w
samotności zagłady doczeka i już, już
blisko jest innego snu.

 

Zdrajco łakomy pełen zranienia, wyjdź
na przeciw wskaż swoje plany, podziw
nieufny tobie się należy, mrokiem otaczasz
oblicze nie skromne, podążasz za cieniem
tak głośnym, wabisz każdego kto woła do
aniołów, zderz się tu na sercu twardym,
wytocz armadę mórz nieskończonych, poczuj
jak gaśnie twoje przerażenie, oddając
ostatni krzyk zawiści-zgiń.

 

Proteina

Między prawdą z prawdą idącą, białe pudełko
mocno chwycone, niepodważalne głosy słysząc
wędruje, oddech racjonalności potrzebny,
setek wspomnień zgładzić nie umie, zmęczony
pogonią w dal spojrzeń ciepłych, czysty dźwięk
cichutko budzi, krok ku końcowi postąpi, szeregi
bohaterów witają, sen głęboki....on.

 

Zgoniony

Zawarty sojusz począł radośnie, tłumnie cisną
radość z uśmiechem, zrozum neurowariacie to
koniec, starczy boju serce szarpiącego, wznieśmy
czoło nad padliną smutku, nie szukajmy wroga
w siłę rośnijmy, zawistne żmije polować będą,
gdy zasnę jadem oplują, nie teraz im dane glorii
świadczyć, sługami jego przeklęte, nie oddam
miłości zostanie głęboko.

 

Lina

Pętla pisana wizją szczerą, broń ocieka słów
gromadą, biegnie nie patrząc na głazy, śmiech
niesie wraz z sercem gotowym, zawsze gdy boli
kuleje lecz trwa, ta sprawiedliwość jest i ma moc,
siłę by udusić duszę chwiejną, przed wystrzałem
jego wyboru, bredząc i łkając podnosi głowę,
krok po kroku umiera młodo, iskra tęga pobudza
i krzyczy, ruszy na pole obdarte z miłości,
trzymając świt dłońmi mocno, zabrać nie nie
damy, marzeń trwożyć nie możemy......walczę.

 

Pole Bitwy

Spójrz w siebie naucz egzysty, wojować będziesz
z szarym spojrzeniem, sny oczywiste podniosą
blask znamienity, cierpisz ze sobą kończ farsę,
zejdę w pokorze i zamknę serce, postawie mur
uczuć perfidnych, zabije współczucie w lustrze
krzyczące, nie mówiąc nic...wracam...do początku.

 

Kolory

Pod drzewem głośnych myśli, zabity maga
wiedzą oczywistą, szuka światełka w przepaści
dzisiejszej, skarb swój tuli zawzięcie, nie jest
werdykt przyszłości wyznaczony, to co widoczne
jednak złudzeniem, drwina z niewinności upadnie
zawstydzona, precz ze światem i jego szarością.

Mówią o sobie...

Słowem wstępu: obraz, którego nie trzeba komentować...

 

Ludzkie serce

Gdy zima pokazała swoje oblicze a przedmiot użytkowy swoją niezależność....